Moblog Kuby

Zdjęcia i relacje prosto z telefonu

Pomysły na prezent


Tutaj ich nie znajdziecie a jeśli jeszcze nie kupiliście prezentów świątecznych to życzę powodzenia. Ja to już mam za sobą ;)


Zamiast tortu Wojtek przygotowuje urodzinową pizzę dla Kamili z okazji jej... nastych urodzin.


Cannelloni czyli najnowsze eksperymenty Oli.

Gniazdko


Moje obecne miejsce pracy i wieczorowej rozrywki


Świąteczne ozdoby na początku października już tutaj nikogo nie szokują.


Nowe źródło wiedzy na temat Japoni - magazyny Eriny

Casino night


Wojtek skupiony nad ruletką w jednym z Corkowskich kasyn gdzie wybraliśmy się dzisiaj z dziewczynami. Strata pieniędzy ale niezły ubaw.


Brian na ruchomych schodach w centrum handlowym. Brak butów na jego nogach świadczy o przegranym zakładzie z Loraine. Oboje są moimi nowymi kolegami z pracy.

Urodzinki


Moje urodzinowe śniadanie - prezent od współlokatorów. Japońska zupa, polskie placki ziemniaczane a na deser włoskie tiramisu. Mniam, mniam...


Jeden ze sklepów 3G w Dublinie, gdzie obecnie przebywam na szkoleniu.

Fenomen



Już chyba piąty dzień w tym tygodniu mamy piękną słoneczną pogodę i w dodatku jest ciepło! Niebywałe... Aż ma się ochotę wyskoczyć na plażę. Na zdjęciu piaszczyste plaże w Inchydoney.

Koniec pracy


Ostatni dzień pracy spędzam...w górach:)





Pojechaliśmy dzisiaj do Waterford na zawody lotów balonowych. Jutro relacja wideo na YouTube.

Szuru buru


Marcin pomaga Wojtkowi w pastowaniu jego Alfy do rażącego połysku. Dzisiaj jest dzień opieki nad naszymi maleństwami.


Wojtek i Ola testujący kupione dzisiaj mikrofony do gry Singstar. Oli tak się spodobało, że śpiewała przez 3 godziny bez przerwy...

Pa pa Kapa


Pożegnanie Kacpra na lotnisku, szczęściarz dzisiaj leci do domu. Za tydzień dziewczyny Paulina po lewo i Karolina po prawo) idą w jego ślady.


Miałem pewne obawy przed dzisiejszym obowiązkowym przeglądem technicznym mojego tygryska ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Jest sprawny i wszystko w nim działa jak w zegarku. Nie to, żebym kiedyś w to wątpił... Tigra rządzi! No to mogę teraz ją spokojnie sprzedawać ;)

Kolejne imprezy


Przygotowania do imprezy urodzinowej Oli i Kacpra u Wojtka w domu


Dzień dzisiaj spędziłem ekstremalnie na rowerze w górach Gougane Barra


Czekając na wyjście baniaków na lotnisku w Dublinie. Dla niektórych początek, dla innych koniec urlopu.

Bank holiday



Korzystając z dzisiejszego dnia wolnego (święto bankowe - prawie wszystko dzisiaj pozamykane) wybrałem się dzisiaj z dziewczynami w góry i na, jak się potem okazało, mały rajd samochodowy z udziałem mojej tigry.


Dzisiaj w końcu udało nam się zobaczyć Batmana. Zgodnie z oczekiwaniami - bez komentarza. Ja tam jednak wolę bajki.


Zwał jak zwał, ważne że nowy rzut gotowy do dystrybucji.

Urodziny


Wojtuś jeszcze przed swoją imprezą urodzinową. Zdjęć po nie będę publikował :-P


Z powodu przeziębienia wziąłem sobie dwa dni wolnego w pracy. Kurowałem się dzisiaj na plaży...


Przymierzanie okularów w jednym z tysiaca dublinowskich sklepów.

8 stopni


Wojtek testujący swoją piankę do pływania w zimnej irlandzkiej wodzie, brrr...


Akcja upiększania Corkowskich zauków


Wojtek, Kacper i połowa Kamili jako jedne z pierwszych osób oglądają moją świeżo wydrukowaną książkę o Nowej Zelandii


Rozmiary mojej nowej zabawki przyprawily mnie dzisiaj o mały ból głowy


W Irlandii lato pełną parą... nawet na chwilę przestało padać i pojawiła się tęcza :(


Byliśmy dzisiaj z Kacprem na jego pierwszej wyprawie poza Cork. Zdjęcie z plaży w Youghal.


Byliśmy dzisiaj na koncercie Linkin Park z Olą, Wojtkiem i Kamilą w Dublinie. Właśnie wracamy do domu, będziemy na drugą, jutro na 9 do pracy :(

Na szkoleniu


Pokój w ekskluzywnym hotelu w Dublinie. Przez następne dwa dni jestem tu na szkoleniu. Fajnie, że firma nie oszczędza na pracownikach.


Jeżdżę sobie dzisiaj rowerem po polnych drogach i lasach


Występ amerykańskiego chóru Santa Barbara podczas niedzielnej mszy świętej


Adam nad sałatką u Wojtków

Na plaży


Lata ciąg dalszy. Niedziela spędzona na plaży blisko Old Head.

Lato


Pomimo porannego deszczu i pochmurnej pogody teraz jest pogodnie i bardzo ciepło. Mam nadzieję, że to zapowiedź długo oczekiwanego lata i że bezchmurne niebo będziemy coraz częściej widzieć.

Na życzenie





Na specjalne życzenie mamy (przypominam dzisiaj Dzień Matki, więc dzisiaj SZCZEGÓLNIE powinniśmy spełniać życzenia swoich mam!) wrzucam pare innych fotek z ostatniej niedzielnej wycieczki na skalistą plażę w Myrtleville.



Z Olą i Wojtkiem na plaży w Myrtleville. Rano świeciło piękne słońce... Ach, ta irlandzka pogoda.


Skończyłem wstępnie pracę nad nowym blogiem. Narazie zmienił się tylko wygląd ale będę się też starał rozbudować go w nowe funkcje, których nie mogłem włączyć na starej wersji bloga. Adres się nie zmienił czyli blog.jkulig.com. Napiszcie co sądzicie o nowym wyglądzie. Mam nadzieję, że wam się podoba.

Asymilacja


Szybko udało mi się przyzwyczaić do strefy czasowej GMT i siłą przywyczajenia wstałem dzisiaj o 8.30. Sam byłem zdziwiony, myślałem że 30 godzinach w podróży będę spał co najmiej do południa. Zwłaszcza, że w wygodnym łóżku zamiast w śpiworze. No cóż, nikt nie jest doskonały. Z przywyczajenia chyba piszę też tego posta na telefonie, siedząc przed komputerem... Zgrywam właśnie zdjęcia i tak właśnie myślę jak tu zaplanować tydzień, żeby je wszystkie obejrzeć. Nie no, przesadzam trochę, aż tyle ich nie mam. Narazie udało mi się obejrzeć zdjęcia i filmiki z kamerki, za resztę zabiorę się jutro. Zabrałem też pamiątki i muszę teraz część rozdać bo obiecałem (najciekawsze jak ten posążek na zdjęciu zostawiam sobie :P). Zwycięzcy konkursów też mogą oczekiwać nagród w najbliższym czasie.
Z rzeczy organizacyjnych to narazie zawieszam działanie mojego bloga, z powodu renowacji strony i publikował nowości będę na tym moblogu. Jak skończę to pomyśle co zrobić z moblogiem.

Czyli Żegnaj, Nowa Zelandio! Tym maoryskim pożegnaniem zamykam okres pobytu w tym niesamowitym kraju. Aż się łezka w oku kręci. Ale o tym za chwilę, najpierw podsumowanie. Będzie długie więc od razu zacznę od konkretów...



Statystyki i ekstrema



Lokalizacja

Ilość dni spędzonych w NZ: 41
Dni na północnej wyspie: 21
Dni na południowej wyspie: 20
Zwiedzonych miejscowości: 63
Najpiękniejsze miasto: Cromwell
Ulubione miejsce: Rotorua
Miejsce najdłuższego pobytu: Auckland
Najwyższe położenie:
2291 m n.p.m., Mt Ngauruhoe


Zdobycze

Ilość zrobionych zdjęć: ok 4500
Nagranych filmów wideo: 3 Gb
Najpiękniejsze zdjęcie: do rozpatrzenia
Największa strata: 2 Gb karta pamięci pełna zdjęć z trasy Christchurch-Auckland


Transport

Dni za kierownicą: 27
Pokonany dystans: 4520 km
Wynajętych samochodów: 2
Przepraw promami: 6
Średni koszt wynajmu samochodu: €6 za dzień
Średnie spalanie paliwa: 7 l/100 km
Ulubiony model: ford focus
Godzin spędzonych w autobusach: 4
Najbardziej nietypowy środek transportu: gondola
Najbardziej ekstremalne warunki: przeprawa promem w czasie sztormu z Picton do Wellington


Warunki mieszkaniowe

Nocy spędzonych pod namiotem: 39
Nocy spędzonych w motelu: 1
Nocy spędzonych w aucie: 3/4
Najdłuższy pobyt w jednym miejscu: 5 dni
Najdłuższy okres bez prysznica: w toku...
Najpiękniejsza lokalizacja: Waiheke Island
Najbardziej ekstremalne warunki noclegu: klify niedaleko Wanganui


Pogoda

Max temperatura: 26 C
Min temperatura: - 3 C
Średnia odczuwalna temperatura (dzień): 18 C
Średnia odczuwalna temperatura (noc): 5 C
Dni słonecznych: 28
Dni deszczowych: 4
Nieprzespanych nocy z powodu mrozu: 0,5


Przyroda

Ilość poznanych nowych gatunków: 80+
Największa koncentracja zwierząt: zoo w Auckland
Ulubione zwierzę: Kiwi
Ilość rozjechanych zwierząt na drodze: 0
Najbardziej poruszające doświadczenie (w dziczy) : opos
Najbardziej poruszające doświadczenie (w niewoli): Kiwi i żółw morski
Najbardziej zadziwiający eksponat w muzeum: 3-metrowy Moa
Ulubione środowisko: las deszczowy
Najbardziej odizolowane miejsce: pole namiotowe nad jeziorem Rerewhakaaitu


Wędrówki

Ulubiony szlak: Mangatepopo Track w Tangariro National Park
Najbardziej poruszające miejsce: szczyt Avalanche Peak na Arthur's Pass
Najbardziej wyczerpujące podejście: Mt Ngauruhoe
Najbardziej poruszający widok: Mt Cook z Kea Point
Najbardziej ekstremalne miejsce: krater czynnego wulkanu Mt Ngauruhoe


Kultura

Ulubione muzeum: Te Papa w Wellington
Ulubiona galeria sztuki: Art Gallery w Christchurch
Ulubione wydarzenie medialne: koncert U2 w kinie IMax

Mam nadzieję, że to Wam dało przybliżony obraz tego co ja przeżyłem w ciągu ostatnich niesamowitych 6 tygodni. Sorki za rozwlekłość ale jednym słowem tego nie da się opisać, ani stoma ani nawet w 3 godzinnym słowotoku. Musielibyście wrócić do pierwszego posta na tym blogu i zacząć od nowa ale nawet to nie zawiera nawet połowy tego czego doświadczyłem przebywając w NZ. Tu trzeba po prostu przyjechać samemu i przekonać się na własnej skórze. Ja miałem to szczęście, że wszystko mi wyszło tak jak to sobie zaplanowałem. Nawet lepiej, bo w życiu bym się nie spodziewał tak dobrej pogody, która towarzyszyła mi od samego początku do samego końca. Było oczywiście parę deszczowych dni po drodze ale one akurat przynosiły ocieplenie, więc momentami czekałem na deszcz, jak się zrobiło chłodniej w nocy. Ale to tylko na południu bo na północy zawsze było ciepło. Dużo się rozpisywałem o pogodzie ale dla to z wiadomych względów był bardzo istotny czynnik powodzenia mojej wyprawy. Bez niej ani zdjęcia nie wyszłyby mi tak dobrze, ani nie zobaczyłbym tak dużo bo na przykład musiałbym zrezygnować z wypraw w góry, które dla mnie były najbardziej pochłaniającą czynnością i największą przyjemnością jaką tu doznałem. Szlaków w NZ jest tysiące, chyba nawet najwięcej na świecie. Do tego ich różnorodność zaspokoi każdego nawet wybrednego turystę. To był zresztą główny powód dla którego tu przyjechałem i powiedzieć, że się nie zawiodłem byłoby mocnym niedomówieniem. Co do zdjęć to jedynie mam nadzieję, że znajdzie się przynajmniej kilkanaście, które będą nadawać się do druku. Myślałem nawet żeby te najlepsze zebrać i poskladać w formę ładnego książkowego albumu, żebym potem mógł się nimi chwalić na przykład swoim dzieciom.
Naturalnie nie wszystko mi wyszło tak jak chciałem i jest parę rzeczy, których żałuję. Nie mogę na przykład przeboleć, że nie było mnie w Auckland jak był tam jeden z moich ulubionych zespołów rockowych Foo Fighters dając dwa koncerty (spóźniłem się dwa dni), albo że za późno dowiedziałem się o koncercie Stereophonics, jak już byłem w Auckland. Żałuję też, że nie skorzystałem z lotu helikopterem w Rotourze jak mnie tak bardzo kusiło. Szkoda mi też kamerki, która mi przepadła gdzieś w Auckland i jeszcze bardziej karty pełnej zdjęć, która zginęła razem z nią. Poza tym nie żałuję żadnego dnia, który tam spędziłem. Każdy był inny i każdy był niespodzianką. Nie było chwili, żebym się nudził bo zawsze znalazło się jakieś pochłaniające zajęcie nawet w miejscach, które na mapie nie wyglądały na interesujące. To była jak do tej pory największą przygoda mojego życia i jeślibym miał coś zmienić przy planowaniu następnej to definitywnie wkalkulowałbym w plany inne osoby, bo pomimo swobody i mniejszych kosztów lecieć samemu na tak długi okres nie jest na pewno tak przyjemne jak lecieć ze znajomymi. Prosty powód jest taki, że nie ma się z kim dzielić na żywo przeżyciami ani po powrocie wspomnieniami. Dlatego dzięki Wam wszystkim, że wirtualnie udaliscie się ze mną w tą podróż. Uczyniliście dla mnie tą rozłąkę mniej bolesną.

Zakupy na targu na placu Aotea, zdjęcia nocne w centrum i seans w kinie - tak wyglądał mój ostatni pełny i chyba najdłuższy dzień w NZ. Jutro też mam sporo czasu bo wylot mam późno wieczorem ale nie wiem czy będzie mi się chciało gdziekolwiek jechać a tym bardziej zwiedzać. Zresztą upakowanie rzeczy pewnie zajmie mi najwięcej czasu więc sobie pewnie odpuszczę jakiekolwiek atrakcje. Aaaa, no i kartki przecież muszę powysyłać w końcu. No to nie wiem teraz czy mi w ogóle wystarczy tego czasu jutro. Będę to musiał jakoś zorganizować. Jakby ktoś jeszcze chciał dostać kartkę z NZ a nie napisał mi jeszcze adresu to jutro jest ostatnia szansa na to. Potem mogę co najwyżej zdjęcia ładniejsze porozsyłać ale już bez znaczka z NZ. Wracając teraz do wyżej wspomnianego seansu to byłem dzisiaj w jedynym w kraju kinie z IMaxem (IMax to specjalnie skonstruowana sala kinowa z monstrualnie wielkim ekranem i zaawansowanym systemem nagłośnienia gdzie często odtwarzane są filmy w formacie 3D). Na ekranie o wielkości na oko 20 na 30 metrów wyświetlany był koncert zespołu U2 jaki dali w Argentynie specjanie nagrany i przystosowany do oglądania w trzech wymiarach. Wrażenia: Wow! Czułem się jakbym był zawieszony w jakiejś klatce, która lata dookoła sceny i pokazuje zespół w akcji z każdego kąta. Momentami Bono był tak blisko, że wydawało się że można wyciągnąć rękę i go chwycić. Najlepsze były zbliżenia albo jak kamera zanurzała się w publiczność. Wrażenie jakby się tam było. Niesamowite przeżycie, polecam każdemu kto ma okazję. Chciałem potem jeszcze pójść na film w 3D Spiderwick Chronicles, tak mi się tam spodobało ale już nie puszczali dzisiaj niestety. Kończę na dzisiaj bo już strasznie późno a muszę się wyspać przed jutrzejszą 32-godzinną podróżą. Napiszę jutro podsumowanie mojej przygody z NZ jak będę już na lotnisku, zaraz po tym jak już się pożegnam z tym wyjątkowym krajem. To będzie chyba moje pierwsze i jedyne nieprzyjemne przeżycie od chwili kiedy się tu pojawiłem...