
Skończyłem wstępnie pracę nad nowym blogiem. Narazie zmienił się tylko wygląd ale będę się też starał rozbudować go w nowe funkcje, których nie mogłem włączyć na starej wersji bloga. Adres się nie zmienił czyli blog.jkulig.com. Napiszcie co sądzicie o nowym wyglądzie. Mam nadzieję, że wam się podoba.

Szybko udało mi się przyzwyczaić do strefy czasowej GMT i siłą przywyczajenia wstałem dzisiaj o 8.30. Sam byłem zdziwiony, myślałem że 30 godzinach w podróży będę spał co najmiej do południa. Zwłaszcza, że w wygodnym łóżku zamiast w śpiworze. No cóż, nikt nie jest doskonały. Z przywyczajenia chyba piszę też tego posta na telefonie, siedząc przed komputerem... Zgrywam właśnie zdjęcia i tak właśnie myślę jak tu zaplanować tydzień, żeby je wszystkie obejrzeć. Nie no, przesadzam trochę, aż tyle ich nie mam. Narazie udało mi się obejrzeć zdjęcia i filmiki z kamerki, za resztę zabiorę się jutro. Zabrałem też pamiątki i muszę teraz część rozdać bo obiecałem (najciekawsze jak ten posążek na zdjęciu zostawiam sobie :P). Zwycięzcy konkursów też mogą oczekiwać nagród w najbliższym czasie.
Z rzeczy organizacyjnych to narazie zawieszam działanie mojego bloga, z powodu renowacji strony i publikował nowości będę na tym moblogu. Jak skończę to pomyśle co zrobić z moblogiem.
Czyli Żegnaj, Nowa Zelandio! Tym maoryskim pożegnaniem zamykam okres pobytu w tym niesamowitym kraju. Aż się łezka w oku kręci. Ale o tym za chwilę, najpierw podsumowanie. Będzie długie więc od razu zacznę od konkretów...
Statystyki i ekstrema
Lokalizacja
Ilość dni spędzonych w NZ: 41
Dni na północnej wyspie: 21
Dni na południowej wyspie: 20
Zwiedzonych miejscowości: 63
Najpiękniejsze miasto: Cromwell
Ulubione miejsce: Rotorua
Miejsce najdłuższego pobytu: Auckland
Najwyższe położenie:
2291 m n.p.m., Mt Ngauruhoe
Zdobycze
Ilość zrobionych zdjęć: ok 4500
Nagranych filmów wideo: 3 Gb
Najpiękniejsze zdjęcie: do rozpatrzenia
Największa strata: 2 Gb karta pamięci pełna zdjęć z trasy Christchurch-Auckland
Transport
Dni za kierownicą: 27
Pokonany dystans: 4520 km
Wynajętych samochodów: 2
Przepraw promami: 6
Średni koszt wynajmu samochodu: €6 za dzień
Średnie spalanie paliwa: 7 l/100 km
Ulubiony model: ford focus
Godzin spędzonych w autobusach: 4
Najbardziej nietypowy środek transportu: gondola
Najbardziej ekstremalne warunki: przeprawa promem w czasie sztormu z Picton do Wellington
Warunki mieszkaniowe
Nocy spędzonych pod namiotem: 39
Nocy spędzonych w motelu: 1
Nocy spędzonych w aucie: 3/4
Najdłuższy pobyt w jednym miejscu: 5 dni
Najdłuższy okres bez prysznica: w toku...
Najpiękniejsza lokalizacja: Waiheke Island
Najbardziej ekstremalne warunki noclegu: klify niedaleko Wanganui
Pogoda
Max temperatura: 26 C
Min temperatura: - 3 C
Średnia odczuwalna temperatura (dzień): 18 C
Średnia odczuwalna temperatura (noc): 5 C
Dni słonecznych: 28
Dni deszczowych: 4
Nieprzespanych nocy z powodu mrozu: 0,5
Przyroda
Ilość poznanych nowych gatunków: 80+
Największa koncentracja zwierząt: zoo w Auckland
Ulubione zwierzę: Kiwi
Ilość rozjechanych zwierząt na drodze: 0
Najbardziej poruszające doświadczenie (w dziczy) : opos
Najbardziej poruszające doświadczenie (w niewoli): Kiwi i żółw morski
Najbardziej zadziwiający eksponat w muzeum: 3-metrowy Moa
Ulubione środowisko: las deszczowy
Najbardziej odizolowane miejsce: pole namiotowe nad jeziorem Rerewhakaaitu
Wędrówki
Ulubiony szlak: Mangatepopo Track w Tangariro National Park
Najbardziej poruszające miejsce: szczyt Avalanche Peak na Arthur's Pass
Najbardziej wyczerpujące podejście: Mt Ngauruhoe
Najbardziej poruszający widok: Mt Cook z Kea Point
Najbardziej ekstremalne miejsce: krater czynnego wulkanu Mt Ngauruhoe
Kultura
Ulubione muzeum: Te Papa w Wellington
Ulubiona galeria sztuki: Art Gallery w Christchurch
Ulubione wydarzenie medialne: koncert U2 w kinie IMax
Mam nadzieję, że to Wam dało przybliżony obraz tego co ja przeżyłem w ciągu ostatnich niesamowitych 6 tygodni. Sorki za rozwlekłość ale jednym słowem tego nie da się opisać, ani stoma ani nawet w 3 godzinnym słowotoku. Musielibyście wrócić do pierwszego posta na tym blogu i zacząć od nowa ale nawet to nie zawiera nawet połowy tego czego doświadczyłem przebywając w NZ. Tu trzeba po prostu przyjechać samemu i przekonać się na własnej skórze. Ja miałem to szczęście, że wszystko mi wyszło tak jak to sobie zaplanowałem. Nawet lepiej, bo w życiu bym się nie spodziewał tak dobrej pogody, która towarzyszyła mi od samego początku do samego końca. Było oczywiście parę deszczowych dni po drodze ale one akurat przynosiły ocieplenie, więc momentami czekałem na deszcz, jak się zrobiło chłodniej w nocy. Ale to tylko na południu bo na północy zawsze było ciepło. Dużo się rozpisywałem o pogodzie ale dla to z wiadomych względów był bardzo istotny czynnik powodzenia mojej wyprawy. Bez niej ani zdjęcia nie wyszłyby mi tak dobrze, ani nie zobaczyłbym tak dużo bo na przykład musiałbym zrezygnować z wypraw w góry, które dla mnie były najbardziej pochłaniającą czynnością i największą przyjemnością jaką tu doznałem. Szlaków w NZ jest tysiące, chyba nawet najwięcej na świecie. Do tego ich różnorodność zaspokoi każdego nawet wybrednego turystę. To był zresztą główny powód dla którego tu przyjechałem i powiedzieć, że się nie zawiodłem byłoby mocnym niedomówieniem. Co do zdjęć to jedynie mam nadzieję, że znajdzie się przynajmniej kilkanaście, które będą nadawać się do druku. Myślałem nawet żeby te najlepsze zebrać i poskladać w formę ładnego książkowego albumu, żebym potem mógł się nimi chwalić na przykład swoim dzieciom.
Naturalnie nie wszystko mi wyszło tak jak chciałem i jest parę rzeczy, których żałuję. Nie mogę na przykład przeboleć, że nie było mnie w Auckland jak był tam jeden z moich ulubionych zespołów rockowych Foo Fighters dając dwa koncerty (spóźniłem się dwa dni), albo że za późno dowiedziałem się o koncercie Stereophonics, jak już byłem w Auckland. Żałuję też, że nie skorzystałem z lotu helikopterem w Rotourze jak mnie tak bardzo kusiło. Szkoda mi też kamerki, która mi przepadła gdzieś w Auckland i jeszcze bardziej karty pełnej zdjęć, która zginęła razem z nią. Poza tym nie żałuję żadnego dnia, który tam spędziłem. Każdy był inny i każdy był niespodzianką. Nie było chwili, żebym się nudził bo zawsze znalazło się jakieś pochłaniające zajęcie nawet w miejscach, które na mapie nie wyglądały na interesujące. To była jak do tej pory największą przygoda mojego życia i jeślibym miał coś zmienić przy planowaniu następnej to definitywnie wkalkulowałbym w plany inne osoby, bo pomimo swobody i mniejszych kosztów lecieć samemu na tak długi okres nie jest na pewno tak przyjemne jak lecieć ze znajomymi. Prosty powód jest taki, że nie ma się z kim dzielić na żywo przeżyciami ani po powrocie wspomnieniami. Dlatego dzięki Wam wszystkim, że wirtualnie udaliscie się ze mną w tą podróż. Uczyniliście dla mnie tą rozłąkę mniej bolesną.
Zakupy na targu na placu Aotea, zdjęcia nocne w centrum i seans w kinie - tak wyglądał mój ostatni pełny i chyba najdłuższy dzień w NZ. Jutro też mam sporo czasu bo wylot mam późno wieczorem ale nie wiem czy będzie mi się chciało gdziekolwiek jechać a tym bardziej zwiedzać. Zresztą upakowanie rzeczy pewnie zajmie mi najwięcej czasu więc sobie pewnie odpuszczę jakiekolwiek atrakcje. Aaaa, no i kartki przecież muszę powysyłać w końcu. No to nie wiem teraz czy mi w ogóle wystarczy tego czasu jutro. Będę to musiał jakoś zorganizować. Jakby ktoś jeszcze chciał dostać kartkę z NZ a nie napisał mi jeszcze adresu to jutro jest ostatnia szansa na to. Potem mogę co najwyżej zdjęcia ładniejsze porozsyłać ale już bez znaczka z NZ. Wracając teraz do wyżej wspomnianego seansu to byłem dzisiaj w jedynym w kraju kinie z IMaxem (IMax to specjalnie skonstruowana sala kinowa z monstrualnie wielkim ekranem i zaawansowanym systemem nagłośnienia gdzie często odtwarzane są filmy w formacie 3D). Na ekranie o wielkości na oko 20 na 30 metrów wyświetlany był koncert zespołu U2 jaki dali w Argentynie specjanie nagrany i przystosowany do oglądania w trzech wymiarach. Wrażenia: Wow! Czułem się jakbym był zawieszony w jakiejś klatce, która lata dookoła sceny i pokazuje zespół w akcji z każdego kąta. Momentami Bono był tak blisko, że wydawało się że można wyciągnąć rękę i go chwycić. Najlepsze były zbliżenia albo jak kamera zanurzała się w publiczność. Wrażenie jakby się tam było. Niesamowite przeżycie, polecam każdemu kto ma okazję. Chciałem potem jeszcze pójść na film w 3D Spiderwick Chronicles, tak mi się tam spodobało ale już nie puszczali dzisiaj niestety. Kończę na dzisiaj bo już strasznie późno a muszę się wyspać przed jutrzejszą 32-godzinną podróżą. Napiszę jutro podsumowanie mojej przygody z NZ jak będę już na lotnisku, zaraz po tym jak już się pożegnam z tym wyjątkowym krajem. To będzie chyba moje pierwsze i jedyne nieprzyjemne przeżycie od chwili kiedy się tu pojawiłem...































