To nie ocean jeszcze ale jezioro, nosi nazwę Taupo i jest największym zbiornikiem wodnym w NZ. Około godziny zajęło mi dzisiaj objechanie go wzdłuż wschodniego brzegu. Za to jaka piękna trasa tamtędy prowadziła... wąska kreta droga na zboczu niemalże klifów. Ale to jeszcze nic! Miejsce w którym byłem przed tym powaliło mnie na kolana. Zaczęło sie od tamy i kaskady wodnej, potem był wodospad i rwąca rzeka z krystalicznie czystą wodą, las tropikalny z paprociami wielkości palm i najlepszymi trasami rowerowymi na świecie! Do tego mało sie nie zdecydowałem na lot helikopterem za jedyne $99 tyko sobie w porę uświadomiłem że nie wziąłem portfela na chodzenie po lesie.. Podsumowując był to najlepszy dzień do tej pory. Ciekawe co mnie jutro czeka...

3 komentarzy:
Oczywiście żartuje, przecież wiem co mnie jutro czeka bo sobie to już zaplanowałem dzisiaj. Będę się wspinał na szczyt aktywnego wulkanu Ngauruhoe. Wiem, że ma on coś wspólnego z Władcą Pierścieni bo na mapie jest symbol pierścienia, ale nie wiem jeszcze co, jutro się dowiem. Aha, piszcie proszę komentarze od czasu do czasu żebym sobie sam ich wystawiać nie musiał. Dzieki z góry, znaczy z wulkanu...
10 kwietnia 2008 08:19A kapales sie w tych rzeczkach albo w jeziorze bo wygladaja naprawde zachecajaco, ja bym nie odpuscil i bym wszedl, przeciez nie mozna nie dotknac takiej wody... Vojtasso
10 kwietnia 2008 14:11Ale tym czymś to Ty daleko popłyniesz!! A paliwo masz? A woda ciepła - żebyś ewentualnie mógł popływać? Dobrze że podajesz nazwy miejsc pobytu, bo pozwala to nam przynajmniej prześledzić drogę Twojej wędrówki i towarzyszyć Ci myślami. Nie mówiąc o chęci fizycznego towarzyszenia Ci. Pozdrawiamy. Wujek i Ciocia z Nysy
12 kwietnia 2008 16:04Prześlij komentarz