
Już się nie dziwię czemu Queenstown nazywają światową stolicą sportów ekstremalnych. Jest tu taki ich wybór i takie natężenie, że przy tych wszystkich ludziach żądnych wrażeń korzystających z tych atrakcji przez miasto przepływa rzeka adrenaliny. Jeżeli ma się te wszystkie wyczyny czas i pieniądze (niestety ceny też są ekstremalne) to można tu doznać każdego rodzaju przeżyć od skoku na bungy i huśtawki na wysokości 80 metrów, poprzez wspinaczki, zjazdy na linie, canyoning, spływy potokami, rafting, jetboat, surfowanie po rzece, jazdę konną, rowery górskie, skutery, motocykle terenowe, quady, przejażdżkę autem z napędem 4x4, paragliding, hang gliding, skoki ze spadochronem, loty helikopterem i samolotem, na pieszych wędrówkach po okolicznych górach skończywszy. Dosłownie wszystko, jeśli czegoś tu nie ma to pewnie zapomniałem wymienić. Niektóre nawet nie wiem sam co to jest, dlatego wolałem zabrać się za te bezpieczniejsze. Dzień zacząłem od przejażdżki gondolą na leżący 500 metrów ponad miastem szczyt z kompleksem Skyline, gdzie zresztą zrobiłem powyższe zdjęcie. Tam też wykupiłem sobie parę zjazdów na coś co nazywa się Luge a polega na zjeździe prostymi gokartami po krętej trasie przez jakieś 5 minut. Fajna zabawa tylko trochę krótka. Żądny wrażeń więc poszedłem na skoki bungy i nie ukrywam, że z zamiarem skoku. Zrezygnowałem jednak ale nie dlatego, że jak pewnie powie Wojtek zdygałem, tylko dlatego, że nie było tam nikogo kto by mnie dopingował, a skakać tylko dla siebie było mi trochę szkoda. Poza tym nie miałbym jak tego udokumentować, więc pewnie nikt by mi i tak nie uwierzył. Znam jedno miejsce w Irlandii, więc jak przyjadę to zbierzemy większą grupę i tam pojedziemy poskakać. Po zjeździe gondolą, która swoją drogą ma reputację najbardziej stromego wyciągu na całej południowej półkuli, z powrotem do miasta wsiadłem do auta i udałem się kawałek dalej do pięknego kanionu. Tam z kolei przeżyłem niecodzienne spotkanie z motorówką. Motorówka ta, a właściwie łódź odrzutowa, to był specjalnie zaprojektowany bolid do pływania albo konkretniej ślizgania się po płytkich krętych rzekach. Ważyła 3,5 tony, bez 20 osób, które była w stanie zabrać na pokład a jej zanurzenie przy pełnej prędkości to 7 cm. Dwie wysokoprężne pompy dawały jej prędkość 70 km/h i umożliwiały 360-cio stopniowe obroty praktycznie w miejscu. Jednym słowem... nie, tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć. Coś niesamowitego. Po takich emocjach już miałem dość na dziś. Może jak jutro pogoda dopisze to też poszukam sobie równie ekscytującej rozrywki.
O mnie
- Kuba Kulig
- Pasjonat fotografii i podróżnik. Więcej informacji o mnie na jkulig.com
Blog Archive
-
►
2010
(45)
- ► października (4)
-
▼
2008
(97)
- ► października (4)
-
▼
kwietnia
(33)
- Przerwa w zwiedzaniu
- Do zachodu
- Z kamerą wśród zwierząt
- Zdruzgotany
- Halfway
- Szczyt doznań
- Zielone złoto
- Kraina lodowców
- Ślepy zaułek
- Energetyzujące miasto
- Najładniejsze miasteczko w NZ
- Monstrum
- Miasta i mosty
- Jeziora i góry
- Wyczerpany
- Spacer
- Czekając na słońce
- Przeprawa
- English please
- Leśna stolica
- Te Papa
- Beach day
- Morze w tle
- Zdobywca wulkanu
- Ranny ptaszek
- Coraz lepiej
- Raj
- Kaskada wodna
- Dla taty
- Bliskie spotkania
- Pierwsza noc
- Bezsenność
- Spakowany
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarzy:
ZDYGALES!!!!??? W Irlandii chyba takiego duzego nie znajdziemy :) Leszcz na pewno mozna bylo kupic zdjecie. A ja pisze jak obiecalem, wlasnie mam przerwe w pracy wiec tez nie spie, nie wiem czy mnie zaraz nie wywali i bede musial pisac jeszcze raz ... no wlasnie mnie wywalilo, napisze z domu bo sie bede wkurzal, tymczasem pozdro
23 kwietnia 2008 01:16No i jestem juz w domu :) Wiec u nas nic nowego:) Jak wiesz bylem w Polsce, troche w domu i troche w Toruniu - bardzo ladne miasto, choc moze nie widzialem za wiele bo glownie jezdzilem samochodem z automatyczna skrzynia biegow!?, nigdy nie kupie sobie jak to tato Oli powiedzial samochodu dla malp, wole tradycyjne skrzynie. Na weselu fajnie sie bawilismy, rodzice oli bardzo mili i sympatyczni ludzie, chyba mnie polubili, nawet bawilem sie z Oli mama i pilem z Oli dziadkiem i innymi wujkami i kuzynami. Dostalem tez magnez neodymowy, ktory sprawdzalem z tata i dzila:) Tutaj w irlandi duzo sie nie zmienilo, przybylo nam lokatorow w domu, o Adamie wiesz i pare dnie temu wprowadzil sie Mariusz do malego pokoju wiec jest juz nas piatka. Mamy tez juz telewizje satelitarna -polska- hehe, czekam jeszcze tylko na talerz i mam nadzieje ze do konca tygodnia bedziemy juz cieszyc sie polskimi kanalami. Byla tez unas przez tydzien Magda, kolezanka Oli i Kamili i wczoraj juz poleciala ale za to przylecial Andrzej z dziewczyna na pare dni wiec sie nie nudzimy, aha pozwolilem sie przespac Andrzejowi w Twoim pokoju przez te trzy nocki, mam nadzieje ze nie masz mi za zle, podobno dzwonil i smsowal do Ciebie na Nowozelandzki numer bo mu podalem, ale nie odbierales. Generalnie u nas wszystko wporzo ide spac bo juz pozno ;) Wszyscy kazali mi Ciebie pozdrowic wiec pozdrawiam i nera.
23 kwietnia 2008 09:11Prześlij komentarz