Może na tym zdjęciu nie wygląda na to ale to jest właśnie najdłuższy most linowy w NZ. Ma długość 110 metrów i zawisa na wysokości 30 metrów nad rwąca rzeką. Prowadzi on do starej kopalni złota i paru innych atrakcji. Tam spędziłem dzisiaj większość dnia, resztę w drodze. Teraz rozbiłem się niedaleko Hanmer Springs i właśnie z mapy czytam, że tam też sporo atrakcji. Może jak się w końcu wypogodzi uda mi się skoczyć na bungy, jak nie to pewnie dopiero w Queenstown. Jakby nie patrzył zapowiada się kolejny ciekawy dzień.
O mnie
- Kuba Kulig
- Pasjonat fotografii i podróżnik. Więcej informacji o mnie na jkulig.com
Blog Archive
-
►
2010
(45)
- ► października (4)
-
▼
2008
(97)
- ► października (4)
-
▼
kwietnia
(33)
- Przerwa w zwiedzaniu
- Do zachodu
- Z kamerą wśród zwierząt
- Zdruzgotany
- Halfway
- Szczyt doznań
- Zielone złoto
- Kraina lodowców
- Ślepy zaułek
- Energetyzujące miasto
- Najładniejsze miasteczko w NZ
- Monstrum
- Miasta i mosty
- Jeziora i góry
- Wyczerpany
- Spacer
- Czekając na słońce
- Przeprawa
- English please
- Leśna stolica
- Te Papa
- Beach day
- Morze w tle
- Zdobywca wulkanu
- Ranny ptaszek
- Coraz lepiej
- Raj
- Kaskada wodna
- Dla taty
- Bliskie spotkania
- Pierwsza noc
- Bezsenność
- Spakowany
Może na tym zdjęciu nie wygląda na to ale to jest właśnie najdłuższy most linowy w NZ. Ma długość 110 metrów i zawisa na wysokości 30 metrów nad rwąca rzeką. Prowadzi on do starej kopalni złota i paru innych atrakcji. Tam spędziłem dzisiaj większość dnia, resztę w drodze. Teraz rozbiłem się niedaleko Hanmer Springs i właśnie z mapy czytam, że tam też sporo atrakcji. Może jak się w końcu wypogodzi uda mi się skoczyć na bungy, jak nie to pewnie dopiero w Queenstown. Jakby nie patrzył zapowiada się kolejny ciekawy dzień.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

3 komentarzy:
Wiszący most kojarzy mi się z Cyganowicami - Stary Sącz - nad Popradem. Już go nie ma ale na zdjęciach mogę Ci pokazać. Wspominam go ze sentymentem - można się było na nim trochę pohuśtać jak nikt nie widział! Ale nie był taki długi jak ten na zdjęciu i inaczej był zbudowany. Wujkowi to przypomina miniaturowy małpi park w Złotym Stoku gdzie Kacper i bliźniacy szaleli. Pozdrowienia w oczekiwaniu na jeszcze.
16 kwietnia 2008 15:53czy przeszedłeś tym mosteczkiem i jakie to było uczucie strach czy luzik
16 kwietnia 2008 20:27Zdjęcia z Cyganowic chętnie obejrzę, w małpim gaju też nie byłem a słyszałem, że niesamowita przygoda. Będę musiał tam wpaść przy następnej wizycie w kraju. Co do tego mostu to naprawdę intensywne przeżycie, szczególnie jak się musisz wyminąć na środku z grupą ludzi idących z naprzeciwka. Grunt to zachować mocne nerwy
17 kwietnia 2008 00:29Prześlij komentarz