Moblog Kuby

Zdjęcia i relacje prosto z telefonu

Spacer



Może na tym zdjęciu nie wygląda na to ale to jest właśnie najdłuższy most linowy w NZ. Ma długość 110 metrów i zawisa na wysokości 30 metrów nad rwąca rzeką. Prowadzi on do starej kopalni złota i paru innych atrakcji. Tam spędziłem dzisiaj większość dnia, resztę w drodze. Teraz rozbiłem się niedaleko Hanmer Springs i właśnie z mapy czytam, że tam też sporo atrakcji. Może jak się w końcu wypogodzi uda mi się skoczyć na bungy, jak nie to pewnie dopiero w Queenstown. Jakby nie patrzył zapowiada się kolejny ciekawy dzień.

3 komentarzy:

Unknown pisze...

Wiszący most kojarzy mi się z Cyganowicami - Stary Sącz - nad Popradem. Już go nie ma ale na zdjęciach mogę Ci pokazać. Wspominam go ze sentymentem - można się było na nim trochę pohuśtać jak nikt nie widział! Ale nie był taki długi jak ten na zdjęciu i inaczej był zbudowany. Wujkowi to przypomina miniaturowy małpi park w Złotym Stoku gdzie Kacper i bliźniacy szaleli. Pozdrowienia w oczekiwaniu na jeszcze.

16 kwietnia 2008 15:53  
Anonimowy pisze...

czy przeszedłeś tym mosteczkiem i jakie to było uczucie strach czy luzik

16 kwietnia 2008 20:27  
Kuba Kulig pisze...

Zdjęcia z Cyganowic chętnie obejrzę, w małpim gaju też nie byłem a słyszałem, że niesamowita przygoda. Będę musiał tam wpaść przy następnej wizycie w kraju. Co do tego mostu to naprawdę intensywne przeżycie, szczególnie jak się musisz wyminąć na środku z grupą ludzi idących z naprzeciwka. Grunt to zachować mocne nerwy

17 kwietnia 2008 00:29