Miałem się dzisiaj z rana wybrać na wzgórze Eden i zobaczyć z bliska zarośnięty trawą głęboki krater bo Mt Eden to jeden z 14 wygasłych miliony lat temu kraterów wokół których zostało wybudowane miasto. Zanim tam jednak dotarłem było koło 4 po południu. Wszystko za sprawą Auckland Museum, gdzie przez przypadek dzisiaj trafiłem. Normalnie pewnie bym sobie odpuścił bo nie spodziewałbym się niczego fascynującego w takim miejscu. Zmieniłem jednak zdanie jak zobaczyłem podjeżdżający pod budynek autobus wycieczkowy pełny uroczych Japonek. To już mi wystarczyło, żeby podążyć śladami... przodków Kiwi (ludzi nie ptaków). Po wejściu jednak szybko utraciłem kontakt z japońską wycieczką bo zbyt pochłonęły mnie ekspozycje, wystawione eksponaty, interaktywne prezentacje, filmy opisujące historyczne wydarzenia, ogólnodostępne biblioteki i centra odkrywcze, architektura wnętrza czyli generalnie wszystko co tam zastałem. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie ilość eksponatów, ich różnorodność i ujmujące przywiązanie do detali. Znaleźć tam można wszystko co jest związane z historią NZ od gigantycznego 25-metrowego waka (maoryskie czółno wojenne) poprzez szkielet 3-metrowego Moa do kolekcji chrabąszczy i weta występujących w lasach kauri. Dosłownie wszystko, jeśli się nie mylę to jest tam zgromadzone ponad 16 tyś rekwizytów! Myślałem, że stamtąd nie wyjdę tak mi się tam spodobało. 3 piętra intensywnego pochłaniania historii tego kraju. Po dwóch piętrach już byłem wyczerpany ale wiedziałem, że na trzecim czeka na mnie coś specjalnego - autentyczny odrestaurowany model myśliwca bojowego z okresu II WŚ brytyjskiego Spitfire (spit - pluć, fire - ogień). 3,5 tony metalowej bestii, która rządziła niebem 70 lat temu. Zawsze mnie urzekały te samoloty ale zobaczyć jednego na żywo to tak jakby zobaczyć niedźwiedzia polarnego poza kratkami zoo. Niestety zdjęcia nie pokażę bo telefon miałem rozładowany i nie zrobiłem żadnego więc będziecie musieli poszukać na necie. Polecam stronę muzeum: www.aucklandmuseum.com gdzie powinny być pokazane wszystkie ciekawsze ekspozycje. Na wzgórze Eden też w końcu trafiłem, poza Sky Tower jest to chyba najlepszy punkt widzenia na całe miasto. Potem po drodze wstąpiłem na wzgórze Alberta i porobiłem parę ładnych zdjęć nocnych, bo już było po zachodzie. Jutro ostatni dzień zwiedzania a potem już tylko zakupy i pakowanie. W sobotę wieczorem mam wylot więc zostały mi oficjalnie 2 dni w NZ. Jak to mówią wszystko dobre co się kiedyś kończy.
O mnie
- Kuba Kulig
- Pasjonat fotografii i podróżnik. Więcej informacji o mnie na jkulig.com
Blog Archive
-
►
2010
(45)
- ► października (4)
-
▼
2008
(97)
- ► października (4)
-
▼
maja
(21)
- Lato
- Na życzenie
- Niedzielny wypad
- Blog 3.0
- Asymilacja
- Haera ra, Aotearoa
- Podsumowanie c.d.
- U2 w 3D
- Plujący ogniem
- Zwierzaki 2
- Czarny wtorek
- Poza zasięgiem
- Ja chcę do domu!
- Wodne atrakcje
- Środek zimy
- Konkurs dla wytrwałych
- Mokry dzień
- Kempingowe luksusy
- Jedyne takie miejsce w NZ
- Z powrotem na drodze
- Człowiek Żelazko
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarzy:
Nie wiem dlaczego nie można było połączyć przyjemnego z pożytecznym tz. oglądania ciekawych eksponatów w towarzystwie pięknych Japonek. One chyba też były tam w tym samym celu więc można było zwiedzać i konwersować. Nie wiem czemu muszę Ci to uświadamiać powinieneś sam o tym wiedzieć:) Zawieranie nowych znajomości zwłaszcza miedzynarodowych poszerza horyzonty. Dobrze że wracasz już do normalności i cywilizacji, bo chociaż daleko od domu to jednak bliżej no i na pewno z utęsknieniem czeka na Ciebie rodzina i grono znajomych. Fajnie że -mam nadzieje- urlop Ci sie udał, a nam razem z Tobą. Dobrze było razem z Tobą pozwiedzać ten odległy "egzotyczny" zakątek. Szcześliwego lotu i powrotu.
15 maja 2008 22:04No tak, tylko nie jest to takie proste kiedy wszyscy w grupie, łącznie z przewodnikiem mówią po Japońsku. Mogłem się jedynie przysłuchiwać i przyglądać w tym wypadku oraz robić zdjęcia naturalnie ;).
16 maja 2008 21:41Prześlij komentarz