O mnie
- Kuba Kulig
- Pasjonat fotografii i podróżnik. Więcej informacji o mnie na jkulig.com
Blog Archive
-
►
2010
(45)
- ► października (4)
-
▼
2008
(97)
- ► października (4)
-
▼
maja
(21)
- Lato
- Na życzenie
- Niedzielny wypad
- Blog 3.0
- Asymilacja
- Haera ra, Aotearoa
- Podsumowanie c.d.
- U2 w 3D
- Plujący ogniem
- Zwierzaki 2
- Czarny wtorek
- Poza zasięgiem
- Ja chcę do domu!
- Wodne atrakcje
- Środek zimy
- Konkurs dla wytrwałych
- Mokry dzień
- Kempingowe luksusy
- Jedyne takie miejsce w NZ
- Z powrotem na drodze
- Człowiek Żelazko
Miałem sobie odpuścić wizytę w Auckland-owskim zoo, bo już jedno takie miejsce odwiedziłem w NZ podczas mojego pobytu w Christchurch. Nie spodziewałem się więc niczego nowego ale jednak zdecydowałem się wstąpić, bo jednak być w tym mieście a nie zobaczyć osławionego na cały świat zoo to tak jakby polecieć do Paryża i nie wstąpić do Luwru. Dobrze zrobiłem bo to miejsce naprawdę zasługuje na swoją opinię. Znaleźć tu można większość gatunków występujących w NZ i Afryce i sporo z innych rejonów świata. Nie mają one może tak dużych wybiegów do swojej dyspozycji jak te w parku Orana ale za to są one staranniej przygotowane i dużo bardziej przypominające ich naturalne warunki. Jest tu nawet kawałek lasu deszczowego i afrykańska sawanna. Wystarczy żeby wypełnić pół dnia zwiedzania. Miałem też okazję przyjrzeć się dzisiaj bliżej ikonicznemu mostowi Harbour Bridge, który łączy północną część miasta z centralną. Piękny widok szczególnie obserwowany z mariny. Zresztą wszystko obserwowane z mariny jest piękne, co jest pewnie zasługą lasu masztów stojącym na pierwszym planie (Auckland ma najwiekszy wpółczynnik posiadania własnej łodzi na mieszkańca na świecie - ok 25%!). Pewnie dlatego nazywają je Miastem Żagli.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


1 komentarzy:
to kiedy jedziesz do Luwru?:D:D:P
14 maja 2008 17:31Prześlij komentarz